W 2011 zastanawialiśmy się nad kwestią estetyki w kontekście komunikacji wizualnej polskich miast, regionów i całego państwa. Wkrótce po tym, MSZ pokazało logo Polskiej prezydencji, ściągając na siebie kolejną falę krytyki osób zniesmaczonych poziomem przedstawionych projektów. Z dreszczem emocji wyczekiwaliśmy na tę prezentację. Gorąco liczyliśmy, że będziemy mogli identyfikować się z logo polskiego przewodnictwa w UE. Dziś na spokojnie, już
po zakończeniu polskiej prezydencji, możemy skupić się na analizie logotypów prezydencji UE a także sprawdzić, jak inne kraje podeszły do kwestii wizualnych i jak na tym tle wypada Polska.

Okazuje się, że poziom prezentowanych logotypów jest różny - od typowych dla niektórych krajów asocjacji po abstrakcję. Wygrywa prostota, którą głównie możemy znaleźć w północnych rejonach Europy. Dania przejmując obecnie przewodnictwo w UE po raz kolejny podchodzi do sprawy profesjonalnie. Jej koncepcja unika górnolotnej estetyki i stawia na naturalność. Nie brak jednak tutaj i zharmonizowanej oryginalności, której wyraz daje ustępująca miejsca jedynka w dacie. Analogicznym stylem odznacza się również projekt Danii sprzed dziesięciu lat. Wyborna typografia okraszona delikatnym znakiem sprawia wrażenie
skrojonego na miarę minimalizmu. Nieco inaczej sprawa ma się ze Szwecją w 2009 roku. Wydawało się, że będzie można po niej spodziewać się czegoś więcej. Jednak i tak czuć krok naprzód. Osiem lat temu dwie skromne gwiazdki utrzymane w szwedzko-unijnej kolorystyce to było trochę za mało. Miło byłoby znaleźć tu nieco więcej charakteru, który zgrabnie został zaznaczony w identyfikacji wizualnej Finlandii (2006). Finowie stworzyli bardzo nowoczesne logo, które nie tyle wyprzedziło swoje czasy, co miało znaczący wpływ na popularny obecnie trend nachodzenia na siebie kształtów i kolorów. Poza tym nie zapomnieli uwydatnić swoich atutów - naturalnego bogactwa i przejrzystości prezydencji, całość dopełniając właściwym krojem i zestawieniem kolorów. Trafne rozwiązania pojawiły się także w krajach Beneluksu. Holandia (2004) zdobyła się na pomysłową, trójkolorową kompozycję składającą się z NL (Netherlands) I UE, a południowi sąsiedzi (Luksemburg 2005) uznając, że należy mnożyć to, co dobre wykorzystali ten sam koncept, ukrywając w skrócie EU LU. Z kolei u Belgów (2001) ciekawie wypadło nawiązanie do surrealizmu. Logo z melonikiem, w narodowych barwach to atrakcyjna inspiracja obrazem Renné Magritte. Pozazdrościć z pewnością należy również Czechom (2009). Projekt wyłoniony w konkursie tchnie świeżością i zachwyca specjalnie przygotowanym na tę okazję krojem.

Niestety nie można tego samego powiedzieć o Grecji (2003), gdzie bije w oczy nieudana próba nawiązania do starożytności. Gołąb w towarzystwie gałązki oliwnej i gwiazdek... nie tędy droga! Pomysł ptaków akurat zostaje dobrze wykorzystany przez
Brytyjczyków (2005). Klucz gęsi symbolizujący współpracę przynosi o wiele lepszy rezultat. Diametralnie inny poziom od większości logotypów UE prezentują Włochy (2003). Lustrzane odbicie, sprawiające wrażenie przypadkowości i mrożąca krew w żyłach typografia okazują się największą zagadką. Nie zachwyca także Hiszpania (2002) - gwiazdki i byki przyprawiają już
o mdłości. Ale przede wszystkim strzeżmy się Słowenii (2008) - zdeformowana unijna gwiazdka, rażąca stylistyka i fatalne wykonanie skutecznie zniechęcają nawet do dalszej analizy. A wystarczyłoby zerknąć na Portugalię i nie byłoby aż tak tragicznie. Portugalczycy i błękitny kwiat (2007) dają przykład właściwego uwypuklenia nowoczesności, harmonii, a także otwartości na przyszłość. Pozytywnie wypada także ocenić Austrię (2006), której fakt faktem pomysłowość przyćmiewa nieco zestawienie tylu kolorów. Francja (2008) trochę za bardzo idąc z duchem nowoczesności zwyczajnie przedobrzyła - trójwymiarowość okazała się
przekombinowana. Irlandia (2004) - raczej nic specjalnego, narodowy miszmasz w całkiem neutralnych kolorach. Mdławe także projekty Hiszpanii, Belgii i Węgier (2010) - w trójkę postawiły na wspólną identyfikację, która różni się jedynie kolorystyką. Zgrabne jej użycie prezentują Niemcy (2007), choć z nią czy bez niej logotyp i tak prezentuje się marnie.

Kwestia polskiego logo w UE na takim tle raczej nie jest sporna. Mimo wielkich ambicji i próby pokazania naszej świetności ponosimy dotkliwą klęskę. Prawdopodobnie właśnie dlatego. Tak - idziemy do przodu. Szkoda tylko, że cały czas z głową do tyłu. Jak zawsze trzymamy się kurczowo wielkich narodowych mitów. Więcej oddechu Polsko, więcej prostoty! W naturalności tkwi piękno. Przyjrzyjmy się dokładniej, jak robi to Dania, albo Czechy. Nauczmy się od nich dystansu, bo wielobarwne strzałki, które miały symbolizować wzrost i parcie do przodu rzeczywiście okazują się płotem. W dodatku namalowanym przez przedszkolaka kredkami, jakie akurat miał pod ręką. Typografia z kolei zupełnie z innej bajki. Można odnieść wrażenie, że twórca potraktował
swoje dzieło, jako niezależny, cieszący się własnym miejscem w galerii obraz. Tutaj niestety forma nie zdołała udźwignąć treści, ale nie należy się nad tym zbytnio pochylać, tylko naprawdę iść wreszcie do przodu!